niedziela, 8 stycznia 2012

Joanna Chmielewska- Wszystko Czerwone


Tytuł: Wszystko Czerwone
Autor: Joanna Chmielewska
Wydawnictwo: Kobra
Moja ocena: 10/10
Opis: Joanna przyjeżdża na wakacje do Danii, do swojej przyjaciółki Alicji. Nie udaje jej się jednak odpocząć, ponieważ już na samym początku natyka się na zwłoki. Tym razem ofiarą jest jej przyjaciel i dawna miłość Alicji, Edek, zamordowany podczas "oblewania" czerwonej lampy. Niestety to dopiero początek tragicznych zdarzeń w Allerød.


Joanna Chmielewska należy do jednych z moich ulubionych autorów, a według mnie "Wszystko Czerwone" jest zdecydowanie jej najlepszym dziełem, więc nie mogłobyć innej oceny, niż 10. Pewnie niektórzy nie będą się zgadzali z moją opinią, ale każdy ma swój gust. Dla mnie ta książka jest miłą, przyjemną odskocznią od codziennego życia, nie umiem powiedzieć ile razy ją przeczytałam, mimo to gdy ją czytam kolejny raz śmieję się do łez. Cały tekst pisany jest prostym, zabawnym językiem, ale zdecydowanie najlepsze są teksty pana Muldgaarda, duńskiego policjanta "mówiącego po polsku". Polecam osobom, którzy lubią zagadki kryminalne, nie pozbawione dobrego humoru.
Na koniec, na zachętę kilka fragmentów z książki:

  -Azali były osoby mrowie a mrowie?- spytał z uprzejmym, wręcz nieurzędowym zainteresowaniem, przystępując do rzeczy.
  Zgodnie wytrzeszczyliśmy na niego oczy. Paweł jakoś dziwnie prychnął. Zosia zastygła z papierosem w jednej i zapalniczką w drugiej ręce. Leszek i Elżbieta, szalenie podobni do siebie, zapatrzyli się w niego nieruchomym wzrokiem z jednakowo nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nikt nie odpowiadał.
  -Azali były osoby mrowie a mrowie?- powtórzył cierpliwie pan Muldgaard.
  -Co to znaczy?- wyrwało się Pawłowi z nadzwyczajnym zaciekawieniem.
  -Moim zdaniem, on pyta, czy dużo nas było- powiedziałam z lekkim powątpiewaniem.
  -Tak- przyświadczył pan Muldgaard i uśmiechnął się do mnie życzliwie.- Ile sztuk?

  -Nie wyobrażam sobie Ewy w roli zbrodniarki- powiedziała Alicja z niechęcią...- Ale jeżeli rzeczywiście ona spotykała się z tym facetem... Jeżeli ten facet spotykał się z Edkiem... A Edek zaczął wykrzykiwać, że chce coś powiedzieć, to czy ja wiem...? Uważasz, że naprawdę mogła wpaść w taką panikę, żeby zamordować tyle osób?
  -Po pierwsze nie tyle , a jedną, Edka. Reszta poszła już siłą rozpędu, to znaczy po Edku musiała zamordować ciebie, ale ty się zachowujesz, jak nie powiem co, i uporczywie uchodzisz z życiem.

  -Nie wiem, czy to nie jest nietakt- powiedziała Zosia z wahaniem.- Dzwonić o siódmej rano po to, żeby pytać kogoś, czy nie jest zbrodniarzem...

  -Była może jaka incydent? Ten wieczór alibo przódy?
  -O rany boskie...!- jęknął z akcentem podziwu i zachwytu Paweł, roziskrzonym wzrokiem wpatrzony w usta pana Muldgaarda. Zachłannie i wręcz w napięciu oczekiwał każdej jego następnej wypowiedzi, delektując się formą i nie bacząc na treść.
  - Paweł, zamknij się wreszcie- powiedziała mechanicznie Zosia, zdenerwowana dla odmiany raczej treścią.
  -Ta dama- upewnił się- to wasza mać?
  Sama zaczęłam zachłannie oczekiwać każdej następnej wypowiedzi pana Muldgaarda. Poczułam, że jestem świadkiem rzeczy jedynych w swoim rodzaju. Paweł starannie unikał spojrzenia matki. Zosia najwyraźniej wolała nie patrzeć na syna.
  -Tak- powiedziała nagle życzliwie i ze współczuciem Elżbieta.- To jest jego mać.

Mogłabym wypisać jeszcze wiele takich cytatów, ale wtedy musiałabym przepisać prawie całą książkę, więc jeśli ktoś chce przrzeczytać więcej wypowiedzi pana Muldgaarda, zapraszam do lektury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz